Daniel Pliński jako zawodnik wielokrotnie sięgał po medale PlusLigi. Czy jako trener Indykpolu AZS Olsztyn także powalczy o podium rozgrywek w tym sezonie? Już w sobotę akademicy w pierwszym meczu ćwierćfinałowym zmierzą się z Asseco Resovią Rzeszów. Ze szkoleniowcem drużyny z Kortowa rozmawiała Marta Wiśniewska.

Indykpol AZS Olsztyn zakończył fazę zasadniczą sezonu 2025/2026 na piątej pozycji w tabeli PlusLigi. Akademicy wygrali 16 spotkań i zanotowali 10 porażek, dostarczając kibicom mnóstwo emocji. Liderami drużyny są Moritz Karlitzek (najlepiej serwujący zawodnik całych rozgrywek) oraz Jakub Ciunajtis (lider rankingu broniących). Świetnie prezentuje się także nowy niemiecki rozgrywający Johannes Tille. Według wielu ekspertów to jeden z najlepszych transferów całej ligi w ostatnim okienku.
Skąd wzięła się tak dobra forma drużyny z Kortowa?
Przede wszystkim to, że solidnie pracujemy, mamy w sobie pokorę i jesteśmy zgrani. Nigdy nie przegraliśmy meczu w szatni. Jeśli zdarza nam się porażka, to z czysto sportowych powodów – gdy przeciwnik danego dnia jest od nas po prostu lepszy. Poza tym możemy opierać naszą grę na różnych liderach. Są to: Moritz Karlitzek, Paweł Halaba czy Johannes Tille. Oczywiście, naszym głównym liderem jest Moritz, który bez dwóch zdań rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze, ale warto zauważyć, że byliśmy w stanie wygrać bez niego w Gdańsku czy w Kędzierzynie-Koźlu, kiedy to musiał zejść z boiska w drugim secie. Eksperci obstawiali przed sezonem, że zajmiemy dwunaste-trzynaste miejsce w tabeli. Dzisiaj możemy być pewni, że nie spadniemy poniżej piątego miejsca. To jest dobry sezon w naszym wykonaniu, ale może być jeszcze piękniejszy. Wszystko jest w naszych rękach!”
– mówi Daniel Pliński. Z trenerem Indykpolu AZS Olsztyn spotkała się Marta Wiśniewska z „Wiadomości Uniwersyteckich”. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!
Jaka jest rola trenera w takim decydującym momencie?
Myślę, że najważniejsza jest atmosfera w drużynie, która jest jak rodzina, a – jak wiadomo – nawet w najlepszej rodzinie zdarzają się tarcia. Jednak najważniejsze jest to, żeby kolejnego dnia przyjść na trening z uśmiechem na ustach, zapominając o wszystkim i pracować dalej. Zawsze powtarzam, że jak widzę moich zawodników przed treningiem uśmiechniętych, to wiem, że nie przychodzą tu za karę i że czerpią radość z tego, co robimy. Bardzo istotne jest również zdrowie zawodników i motywacja – tak, aby przed każdym meczem byli głodni gry, żeby starali się wygrać każdą akcję. Natomiast co do aspektów dotyczących bezpośrednio gry, to w tych dniach na treningach koncentrujemy się nad poprawą piłek sytuacyjnych. To nie oznacza, że nie ćwiczyliśmy tego wcześniej, ale teraz musimy położyć na to większy nacisk.
Czuje pan satysfakcję, że udało się panu doprowadzić drużynę do takiego miejsca?
Oczywiście, że tak! Jestem bardzo szczęśliwy, ale też muszę powtórzyć słowa, które kiedyś usłyszałem, a mianowicie: że mądry szef otacza się ludźmi mądrzejszymi od siebie. Mam szczęście mieć genialny sztab, który tworzą Marcin Mierzejewski, Grzegorz Krzan, Kacper Goździkiewicz i Maciej Mata. Świetnie się rozumiemy i wiele się od nich w tym sezonie nauczyłem. Jestem wdzięczny, że mogę tą grupą zarządzać, ale jednocześnie otrzymuję od nich duże wsparcie i warto to docenić.
Grał pan zespole z Olsztyna w latach 2016-2018. Czy to, że znał pan klub od strony zawodnika miało znaczenie w podjęciu decyzji, aby objąć fotel trenera?
Bez wątpienia, bo to były bardzo dobre lata. Za moich czasów zajęliśmy czwarte i piąte miejsce w lidze. W Olsztynie bardzo dobrze mi się grało i żyło. Wiedziałem, czego się spodziewać. Prezes Tomasz Jankowski prowadzi klub od wielu lat, mądrze nim zarządza, dzięki czemu ma on zapewnioną stabilność finansową i wszystko jest na swoim miejscu. Na to, gdzie dzisiaj jesteśmy pracuje sztab ludzi.

Jeśli pojawi się taka możliwość, będzie pan chciał kontynuować trenerską przygodę w stolicy Warmii i Mazur?
Zdecydowanie tak! Jak już wspomniałem, w Olsztynie bardzo dobrze mi się pracuje, mam dobre relacje z prezesem, więc jest duże prawdopodobieństwo, że będę kontynuował pracę z Indykpolem AZS Olsztyn. Poza tym uważam, że Olsztyn jest świetnym miastem do życia. Chyba nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że lasy i jeziora sprawiają, że atmosfera w mieście jest bardzo przyjemna. Pochodzę z Pucka i to Puck jest moją „małą ojczyzną”, ale w Olsztynie też czuję się bardzo dobrze.
Jeszcze jako zawodnik marzył pan o tym, żeby zostać trenerem. Jak z dzisiejszej perspektywy patrzy pan na ten fach?
Siatkówka jest całym moim życiem. Uprawiałem ten sport ponad 30 lat, więc zdobyłem całkiem duże doświadczenie, spotkałem na swojej drodze wielu trenerów, od każdego czegoś się nauczyłem, ale nie ukrywam, że chcę być Danielem Plińskim. Na pewno jest to inna praca niż bycie zawodnikiem, bo trenerem jest się całą dobę. Trzeba myśleć o wielu rzeczach, m.in. o zdrowiu zawodników, o tym, czy u nich wszystko w porządku, planować treningi czy dbać o dobrą atmosferę. Jest mnóstwo rzeczy, do których trzeba przykładać wagę, aby drużyna odpowiednio funkcjonowała. Chciałbym podkreślić, że trenuję zespół Indykpolu AZS Olsztyn i jestem z niego bardzo dumny, ale przede wszystkim jestem jego najwierniejszym kibicem.
Czego życzyć panu i drużynie na te najbliższe treningi i mecze? Podkreślam, że pytam również o przygotowania.
I bardzo słusznie, bo mecz to tylko deser. Życzyłbym nam zdrowia, cierpliwości i uśmiechu na każdym treningu. Przede wszystkim mamy czerpać radość z tego, co robimy i mam nadzieję, że w tej końcówce sezonu każdy z nas będzie dobrze bawił się na boisku.
RADIO UWM FM