„Mazury. Koleje żelazne. Szlak wędrowny” to kolejna książka z serii ilustrowanych przewodników po naszym regionie sprzed stu i więcej lat, gdy Warmia i Mazury były częścią Prus Wschodnich. W poprzedniej części prezentowane były szlaki kolejowe na Warmii. Teraz Wojciech Kujawski, autor i zarazem wydawca, skupił się na dawnych Mazurach. Popularna seria publikowana jest od dwudziestu lat. O jubileusz i najnowszą książkę pytał Michał Napiórkowski.

Rozbudowa linii kolejowych w drugiej połowie XIX wieku zmieniła rzeczywistość Warmii i Mazur. Za jej sprawą, rolniczy, leżący na uboczu region wchodzący w skład Prus Wschodnich, ruszył ścieżką postępu wieku pary i elektryczności. Tam, gdzie docierała kolej żelazna, następował gwałtowny rozwój. Czy proces ten przebiegał podobnie na Warmii i na Mazurach, czy raczej można mówić o istotnych różnicach w tym zakresie?
Zasadniczo powiedziałbym, że nie. Wszystko zależy jeszcze od punktu widzenia. Jeśli wziąć pod uwagę dziewiczą mapę regionu, to różnica jest taka, że kolej najpierw dotarła na Warmię. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę Olsztyn na Warmii i na przykład Ełk, który jest głównym miastem Mazur, to ten drugi miał kolej prędzej niż Olsztyn. Generalnie jednak, jeden i drugi obszar był częścią większego systemu. Jego logika polegała zgrubsza na tym, że tak jak dawniej wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, to w Prusach Wschodnich wszystkie drogi żelazne prowadziły do Królewca.
Rozwój kolejnictwa w XIX wieku nie wszystkim był w smak. W niektórych miejscowościach przedstawiciele transportu tradycyjnego (dorożki, furmanki) usiłowali chociaż oddalić od rejonu swojego działania, nowoczesność napędzaną węglem. Dlatego, niektóre miasteczka, do dziś mają dworzec kolejowy znaczenie oddalony od ścisłego centrum. Mazurskim przykładem jest Pasym.
Tutaj stacja kolejowa leżała 4 km od miasta. W dzisiejszych realiach to nie jest jakaś specjalna odległość, ale wtedy było to dość niekorzystne dla rozwoju miasta. W dosyć krótkim czasie mieszkańcy zorientowali się, że tak jest i były czynione różne starania, żeby ta kolej jednak biegła bezpośrednio przez Pasym.
Wkrótce to kolejom żelaznym wyrosła poważna konkurencja. Między pierwszą a drugą wojną światową rozwinęła się komunikacja samochodowa, a część połączeń kolejowych przestała być rentowna. Ten trend dał się zauważyć już od lat 30. ubiegłego stulecia. W jego wyniku spółka kolejowa uruchomiła połączenia…autobusowe. Szybki transport kolejowy nie służył jednak wyłącznie do przewożenia towarów i podróżnych.
Wiele linii biegnie równolegle do granicy ówczesnej prowincji, czyli praktycznie na całym odcinku od Gołdapi, przez Olecko, Ełk i dalej Szczytno, do Wielbarka i Niedzicy. Te drugorzędne linie oplatały prowincję zgodnie z przebiegiem granicy państwowej i miało to duże znaczenie militarne.
Wojciech Kujawski serią o dawnych kolejach żelaznych wkroczył w dwudziesty rok działalności założonego przez siebie wydawnictwa QMK. Od samego początku był jego jedynym pracownikiem. Oprócz 23 książek w ramach serii ilustrowanych przewodników (szlak wodny, szlak pieszy), dwie pozycje napisał i wydał na zlecenie samorządów gminnych. Stworzył też 10 edycji kalendarza na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego. Gdzie widzi siebie za kolejne 20 lat?
Na pewno nie widzę siebie na emeryturze, bo jestem kimś, kto lubi pracę. Zresztą, to co było pomysłem na jedną książkę, stało się trochę pomysłem na życie.
O najnowszej książce, autorskich spotkaniach z fanami serii i jubileuszu działalności rozmawiał z Wojciechem Kujawskim Michał Napiórkowski. Posłuchajcie!
RADIO UWM FM