Trzynasty raz w kameralnej scenerii ogrodu i przylegających do niego łąk na skraju warmińskiej wsi Biedowo odbył się pełen wrażeń dwudniowy festiwal, tradycyjnie urzekający klimatem, zachwycający jakością koncertów, jak i samą organizacją. Biedowo Music Fest dorobił się, powiększającego się z każdą kolejną edycją, grona swoich wyznawców. Pod wrażeniem są też występujący w Biedowie artyści. Posłuchajcie rozmów z muzykami zespołów Yin Yin, Folly Group, Kosmonauci, Nene Heroine, Priebe oraz dziennikarzem i dj’em Jakubem Knerą.

Holenderska grupa Yin Yin (fot. Matylda Wysocka)
LOT W KOSMOS
W tym roku Biedowo Music Fest rozpoczął zespół Kosmonauci. Jazzowy kwartet zagrał intensywnie i gęsto, prezentując materiał ze swojej najnowszej płyty „Brudna-bielizna”. Krążek jest następcą dobrze przyjętego debiutu „Sorry, nie tu” z 2024 roku.
Oprócz niewątpliwych umiejętności zaprezentowanych na scenie, Kosmonauci dali się poznać z lekkiego, nieco absurdalnego poczucia humoru. Jak podkreślili w rozmowie z Szymonem Tołpą – cenią sobie możliwość grania koncertów podczas takich wydarzeń jak festiwal w Biedowie.
Lubimy grać w naturze. To piękne miejsce i wspaniała publiczność. Bardzo chętnie wrócimy tam, gdzie panuje natura. I na Biedowo”

Dwóch Kosmonautów oraz autor wywiadu (fot. Matylda Wysocka)
Rozmowa z Kosmonautami:
ROZMÓWKI HOLENDERSKO-POLSKIE
Zespołem o największej renomie spośród występujących w tym roku w Biedowie była holenderska formacja Yin Yin. Kwartet istnieje od niespełna dekady i wydał cztery płyty długogrające. W głównej mierze instrumentalny miks psychodelicznego disco i funku zdobią egzotycznie brzmiące, azjatyckie melodie i motywy. O występ Yin Yin w Biedowie organizatorzy zabiegali już od kilku lat. W końcu się udało i faktycznie, warto było czekać.
Holendrzy zrobili na publiczności piorunujące wrażenie, która od pierwszych taktów ruszyła do tańca pod sceną. Koncert zamykający pierwszy dzień festiwalu okraszony został bisami, a muzycy wielokrotnie powtarzali, że nie spodziewali się tak gorącego odbioru.
To frajda dla Yin Yin, by grać i komunikować się z polską publicznością. To pierwszy raz, kiedy gramy w tym właśnie miejscu. Mogliśmy poczuć rodzinną atmosferę. Czuję, że zorganizowali to ludzie z pasją”
Muzyków kompletnie pochłonął szał pod sceną i świetne brzmienie, które zapewnili im organizatorzy. Do historii festiwalu przejdzie przemówienie jednego z Holendrów. Przy pomocy internetowego translatora, tekst w jego ojczystym języku został wygłoszony w łamanym i przez to bardzo śmiesznie brzmiącym, języku polskim. Publiczność żywo reagowała na każde słowo, mając niejako w gratisie polsko-holenderski stand-up.

Zespół Yin Yin szczęśliwy tuż po koncercie
Rozmowa z Yin Yin:
DEBIUT W DESZCZU
Dla Małgorzaty Priebe to wyjątkowy czas. Niedawno ukazały się pierwsze piosenki z jej jeszcze nie wydanej, debiutanckiej płyty. Za nią również pierwszy występ na imprezie zapowiadającej Biedowo Music Fest w Gdańsku. Wtedy był to koncert akustyczny, w okrojonym składzie. Na Warmii, u jej boku, pojawili się dobrze znani w muzycznym świecie Krzysztof Hadrych, Jacek Prościński i Paweł „Wuja HZG” Stachowiak. Priebe bywała już wcześniej na festiwalu, ale nie miała jeszcze okazji występować. Jej koncert rozpoczął drugi dzień BMF.
Premierowe wykonanie materiału z EP-ki wypadło przekonująco, choć pogoda próbowała przeszkodzić w komfortowym odbiorze koncertu. Biedowska publiczność nie jest jednak przypadkowa i opady deszczu nie wygoniły jej spod sceny. Artystkę i cały zespół Priebe żegnały oklaski. Jak powiedziała Michałowi Napiórkowskiemu:
Bardzo lubię grać dla ludzi, którzy mnie wspierają. Właśnie w Biedowie, które rozpoczęło się od koncertów na tarasie, od grupki znajomych. I nadal to jest grupka znajomych, tylko że ona stale się powiększa”
Dla związanej z Trójmiastem klasycznie wykształconej sopranistki na dobre rozpoczęła się przygoda z artystycznym popem. Choć debiut płytowy dopiero przed nią, to tak naprawdę debiutantką w branży muzycznej nie jest. Małgorzata Priebe pomimo młodego wieku ma już na swoim koncie poważne sukcesy. Jako członkini oktetu a cappella Art’n’Voices dwukrotnie zdobyła Fryderyka w kategorii Album Roku Muzyka Współczesna. Teraz pozostaje jej życzyć kolejnych laurów – tym razem na gruncie muzyki rozrywkowej.

Małgorzata Priebe i autor wywiadu (fot. Matylda Wysocka)
Rozmowa z Małgorzatą Priebe:
GRANIE W MAŁYSZA
Dla Piotra Chęckiego festiwal w Biedowie to powrót do wspomnień. Związany od lat z trójmiejskim środowiskiem muzycznym saksofonista i producent bywał w ogrodzie Państwa Koryzno wielokrotnie. W ostatnich latach stał się rozpoznawalną marką na ogólnopolskiej scenie jazzowej. Umożliwiły mu to między innymi występy z Wojtek Mazolewski Quintet czy grupą Pink Freud. Obecnie Chęcki wybrał indywidualną ścieżkę, czego wyrazem są wydane dwie płyty solowe. W Biedowie zagrał z gdańską formacją Nene Heroine.
Fajnie jest powrócić do tego miejsca, gdzie poniekąd narodziło się Nene Heroine. Zagraliśmy tutaj pierwszy koncert, jeszcze na tarasie przed domem. Występy jakoś tak się przesunęły, że graliśmy albo o pierwszej, albo o drugiej w nocy. Część osób słuchała naszej muzyki już z namiotów. To był legendarny koncert, bardzo wolny, na pewno najbardziej dubowy koncert w historii tego zespołu”
Tak było niemal dekadę temu, gdy biedowski festiwal był jeszcze dość hermetyczny i niewiele osób spoza zaprzyjaźnionego środowiska o nim wiedziało. Obecnie, zarówno sama impreza, jak i Nene Heroine, znajdują się w zupełnie innym miejscu. Po wydaniu płyty „4” kariera grupy znacznie przyśpieszyła. Skoro Biedowo to ich matecznik, to nie mogło być inaczej i sobotni występ kwartetu był najbardziej wyczekiwanym spośród wszystkich tegorocznych koncertów.
Nene sprostało zadaniu, dając imponujący popis precyzji i siły, w pełni kontrolując przepływ energii płynącej ze sceny. Po takim secie, każdy następny artysta wychodzący na scenę, ma bardzo trudne zadanie. Co zresztą wkrótce się potwierdziło, o czym za chwilę.
Miesiąc przed festiwalem ukazał się drugi solowy album Chęckiego „EY AY (Deluxe Slay Jazz)”. Tytuł nawiązuje do kultowej gry komputerowej z początków tego stulecia „Deluxe Ski Jump” zwanej „grą w Małysza”. Okazuje się, że nie jest to luźne nawiązanie. Trójmiejski muzyk zdradził, że nie tylko zręcznościówka, ale przede wszystkim skoki narciarskie, to jego autentyczna pasja. Dyscypliną interesuje się na bieżąco, a sam skok i szybowanie porównał do momentu „odlotu” podczas improwizacji na instrumencie.

Piotr Chęcki, a w tle taras, na którym Nene Heroine zagrali pierwszy koncert
Rozmowa z Piotrem Chęckim:
LEPIEJ NIŻ W LONDYNIE
Kapelą, która zamykała główną scenę Biedowo Music Festu była Folly Group. Pochodząca z Londynu ekipa wydała dotychczas jeden długogrający album, na którym post punkowe wzorce osadziła na polirytmicznym fundamencie. Brytyjczycy od samego początku zaatakowali gitarowym zgiełkiem i chropowatym brzmieniem. Był to zdecydowanie najgłośniejszy występ tej edycji festiwalu. Po kilku utworach śpiewający perkusista wyszedł zza swojego zestawu, aby dalej pełnić funkcję typowego frontmana rockowego zespołu.
Publiczność rozkręcała się z piosenki na piosenkę, choć nie wszystkim przypadł do gustu ten zadziorny, ale nieco niedopracowany koncert. Okazuje się, że nie wszystko co pochodzi ze światowej stolicy muzyki, musi być perfekcyjne. Sami muzycy mieli świadomość pewnych niedociągnięć, ale też bardzo chwalili warmińską imprezę. Folly Group odwiedzili Polskę pierwszy raz.
Pierwszy koncert w Polsce raczej każdy planuje w Warszawie, czy Krakowie. A my jesteśmy tutaj. Jest lepiej niż w Londynie”
Chociaż kurtuazyjną wypowiedź Londyńczyków należy traktować z przymrużeniem oka, to jednocześnie uświadamia ona, z jakim poziomem artystyczno-produkcyjnym spotykają się zagraniczni goście występujący w Biedowie. Jadąc grać na niszowym festiwalu do miejsca, o którym niewiele wiadomo, mogą spodziewać się absolutnie wszystkiego. Tymczasem spotykają się z doskonałym brzmieniem sceny, profesjonalną techniką i przede wszystkim żywiołowo reagującą publicznością. A to wszystko w ogrodzie na warmińskiej wsi.

Folly Group na tle warmińskiej przyrody (fot. Matylda Wysocka)
Rozmowa z Folly Group:
JASNO PRAWIE DZIEŃ
Festiwal w Biedowie okiem przybywających tylko na wieczorne koncerty, a tych, mieszkających podczas jego trwania na polu namiotowym, to dwie różne imprezy. Ci drudzy, w zamian za pewne niedogodności związane z kempingiem czy kapryśną pogodą, otrzymują możliwość uczestniczenia w wielu dodatkowych atrakcjach. W tym roku jedną z nich był set didżejski Jakuba Knery – trójmiejskiego dziennikarza zajmującego szeroko rozumianą kulturą, twórcę strony noweidzieodmorza.com, gdzie pisze o wartościowej (nie tylko trójmiejskiej) muzyce.
Kocham Biedowo za to, że to kameralny festiwal. Bardzo fajnie, że Sławek z ekipą rozwija to z roku na rok, czego przykładem jest line up”
Drugiego dnia imprezy Jakub Knera wystąpił w roli didżeja, który zaprezentował swój autorski miks budząc do życia biedowską społeczność festiwalową. Z pewnością poranna kawa smakowała znacznie lepiej. A jeżeli ktoś lubi pić kawę nocami, to zapewne skorzystał z okazji posłuchania muzyki na Scenie Leśnej. Wystąpili tam dj oksi.doksi, exe, Fried Rice Crew i olsztyński kolektyw TAS.

Jakub Knera i Szymon Tołpa (fot. Matylda Wysocka)
Rozmowa z Jakubem Knerą:
LAST BUT NOT LEAST
Na koniec warto wspomnieć piątkowy występ litewskiego Shishi. Pochodzące z Wilna trzy dziewczyny okazały się objawieniem festiwalu. Forma wyrobiona podczas tras po Europie, ale też Ameryce Północnej, przełożyła się na profesjonalny i dopracowany w każdym calu koncert. Indie rockowe piosenki zawieszone pomiędzy popową melodyjnością i bardziej zadziornym graniem powinny prędzej czy później pchnąć trio na duże sceny na całym świecie.
Kolejnym smaczkiem festiwalu był koncert Wacława Zimpela. To najbardziej znane nazwisko spośród wszystkich występujących w tym roku w Biedowie i trudno z tym polemizować. Pierwotnie muzyk miał wystąpić na Secret Stage w okolicach pola namiotowego. Niestety deszczowa pogoda pokrzyżowała te plany i światowej klasy klarnecista i producent pojawił się na dużej scenie. Być może osłabiło to nieco możliwości przyswojenia jego niełatwej muzyki przez część odbiorców.
Ci, którzy skupili się podczas tego niedługiego występu, z pewnością nie żałują. Hipnotyzujący strumień elektronicznych dźwięków rozwijający się z minuty na minutę, sporadycznie wzmacniany partiami instrumentalnymi granymi na żywo, był doskonałym uzupełnieniem festiwalowej diety muzycznej.
DO ZOBACZENIA ZA ROK
W tym roku Biedowo Music Fest ponownie okazał się sztandarowym wydarzeniem muzycznym i towarzyskim nie tylko w naszym regionie. Oddolna impreza wciąż się rozwija, chociaż nie chodzi o ściąganie coraz większych tłumów do malutkiej miejscowości. To spora sztuka – zachować gen autentyczności, przy jednoczesnej presji ekonomicznej, której poddawana jest każda inicjatywa kulturalna.
Tym bardziej niezrozumiałe są decyzje urzędników odpowiedzialnych za dotowanie kultury w naszym regionie. Festiwal w Biedowie kolejny raz musiał poradzić sobie bez ich wsparcia. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, ale liczyć mogą przede wszystkim na siebie i grono kilkuset oddanych fanów tych paru dni pośrodku warmińskich pól i lasów. Do zobaczenia w przyszłym roku!
Sprawdź też
Czytaj dalej
RADIO UWM FM