Z daleka uwagę przyciąga monumentalna postać dziewczyny. Dopiero po podejściu bliżej zaczyna się odkrywanie kolejnych rysunków, scen i drobnych historii. Na ścianie Wydziału Sztuki UWM przy ul. Szrajbera pojawił się mural zaprojektowany przez Michała Milewskiego. To jego artystyczny dyplom magisterski, ale również próba opowiedzenia o tym, jak może wyglądać wejście do świata sztuki i tworzącej go społeczności.

Pomysł na wykorzystanie szczytowej ściany budynku pojawił się na Wydziale Sztuki już około dekady temu. Po termomodernizacji ogłoszono konkurs i wybrano projekt, którego ostatecznie nie udało się zrealizować ze względu na brak zgody miejskiego konserwatora zabytków. Idea jednak nie zniknęła. Po latach wrócono do niej, a przygotowanie nowej koncepcji zaproponowano Michałowi Milewskiemu, wówczas studentowi studiów magisterskich.
Sam autor początkowo nie zakładał, że przedsięwzięcie stanie się jego pracą dyplomową. Projekt stopniowo jednak rozrastał się i zaczął wymagać coraz większego zaangażowania.
To nie był plan, żeby to był mój dyplom. Nigdy nie myślałem, że w ogóle będę robił takie rzeczy jak mural. Podczas mojego pierwszego roku studiów magisterskich przyszedł do mnie pan profesor Bujny i powiedział, że jest taka opcja, że może bym był w stanie zaprojektować jakiś mural. Zapytał, czy jestem tym zainteresowany. Stwierdziłem: »Czemu nie?«, a w trakcie ten projekt stał się na tyle angażujący, na tyle duży, że uznaliśmy, że zamiast rozdzielać mural i pracę dyplomową, połączymy te dwie rzeczy”
– opowiada Michał Milewski.
Komiks, któremu zabrano ramki
Centralną część muralu zajmuje duża, kolorowa postać dziewczyny. Wokół niej rozciąga się jednak zupełnie inny świat. To gęsty zbiór czarno-białych rysunków, osób i scen. Autor określa tę konstrukcję jako swego rodzaju „komiks bez paneli”. Z jednej strony odbiorca dostaje element łatwy do zauważenia nawet z drugiego końca ulicy, z drugiej natomiast część, która wymaga zatrzymania wzroku na ścianie dłużej.
Milewski rozpoczął pracę od fotografowania samego budynku. Chciał zobaczyć, z których stron będzie oglądana realizacja i jak projekt będzie funkcjonował na konkretnej elewacji. Dopiero później przyszedł czas na szkice, poszukiwanie inspiracji i przenoszenie kolejnych wersji bezpośrednio na zdjęcie ściany. Znaczenie kompozycji kształtowało się wraz z projektem. Ostatecznie mural stał się dla autora opowieścią o spotkaniu z nowym środowiskiem.
Całe dzieło miało być przedstawieniem ogólnej społeczności. I tym, co oznacza wchodzić w jakąś społeczność. To nie było wyraźne od samego początku, ale koniec końców się czymś takim stało. Jest jedna osoba, troszkę postrzegana stereotypowo, poprzez którą rozumiemy tę społeczność, a jeżeli spojrzymy na to, co dzieje się za nią, to jest to przytłaczające. Często takie były moje doświadczenia wchodzenia w różne społeczności. Jednak jeżeli znajdzie się troszkę więcej czasu, troszkę dystansu i się przyjrzy temu chaosowi, to można odnaleźć coś rzeczywiście fajnego, ciekawego”
– tłumaczy autor.
Wśród drobnych elementów można szukać odniesień zarówno do sztuk wizualnych, jak i muzyki. Nie jest to jednak katalog kierunków czy działalności wydziału, który należałoby odczytywać według jednej instrukcji. Milewski pozostawia odbiorcy przestrzeń do odnajdywania własnych historii i skojarzeń.
Konsekwentnie do celu
Droga od projektu dyplomowego do wielkoformatowej realizacji nie zakończyła się wraz z obroną. Potrzebne były zgody, finansowanie i znalezienie wykonawcy. Jak przypomina prof. Jan Połowianiuk, dziekan Wydziału Sztuki UWM, także ostatni z tych etapów przyniósł niespodziewany zwrot:
Ostatecznie nie doszło do realizacji przez pierwszą firmę, którą wyłoniliśmy w ramach przetargu. Ci artyści zbyt daleko chcieli ingerować w pracę samego autora. Mieli pomysły co do poprawek, co do zmian. I tutaj słusznie nasz student, już absolwent, Michał twardo trzymał się swojej wizji. Ostatecznie firma zrezygnowała. Ponownie poszukaliśmy wykonawcy i trafiliśmy na pana Jakuba Brodzika. W październiku zostały ustawione rusztowania i w zasadzie stało to się dosyć szybko. Pogoda nam sprzyjała. Tak naprawdę nie zauważyłem, kiedy to się stało, a już miałem informację, że trzeba odbierać pracę ”
To właśnie Jakub Brodzik ostatecznie przeniósł projekt Milewskiego na elewację, a artystycznym opiekunem dyplomu był dr hab. Jarosław Bujny, prof. UWM. Dla autora mural okazał się również sposobem na wyprowadzenie sztuki poza przestrzeń, do której trafiają przede wszystkim osoby już nią zainteresowane. Ściana przy ruchliwej ulicy zdecydowanie różni się od galerii.
Bardzo mnie interesuje to, jak podać sztukę troszkę galeryjną, troszkę taką niezrozumiałą dla ludzi, którzy nie są już tym zainteresowani. Miałem takie poczucie, że mural to jest naprawdę fajna próba zrobienia tego. Dlatego jest też taki podzielony na tę jedną postać, która jest łatwiejsza do przyjęcia, i te całe rysunki, które są troszkę bardziej surrealistyczne i proponują znalezienie swojej własnej historii”
– mówi Michał Milewski.

Warto zatrzymać się na dłużej
Nowa realizacja szybko zaczęła przyciągać uwagę również poza samym wydziałem. Prof. Jan Połowianiuk podkreśla jednak, że najciekawszy moment następuje wtedy, gdy przechodnie i kierowcy zaczynają dostrzegać coś więcej niż tylko centralną postać:
Ona wywołuje to zainteresowanie i wiem, bo też obserwuję przechodniów, że w tym momencie niektórzy się zatrzymują i zaczynają kierować wzrok na te inne postacie, bo ten mural ma też formę komiksową. To jest forma pokazania życia Wydziału Sztuki. Tam prawdopodobnie są różni studenci. I ci z Instytutu Sztuk Pięknych, i ci z Instytutu Muzyki. Tam są i nutki, tam są instrumenty muzyczne. I osoby zaczynają po prostu dokładnie oglądać te postacie komiksowe. A czegoż więcej trzeba Uniwersytetowi, a szczególnie mojemu Wydziałowi Sztuki, jeśli nie właśnie takiego zainteresowania?”.
Mural przy ul. Szrajbera dołącza więc do grona wielkoformatowych realizacji związanych z UWM. W Kortowie malowidła pojawiły się m.in. na akademikach (w tym na DS2, czyli siedzibie naszej rozgłośni), a własny mural ma również Wydział Humanistyczny. Tym razem jednak sztuka ściśle związana z uczelnią wyszła poza kampus, na budynek stojący w centrum miasta.
Dla Michała Milewskiego ma to również osobisty wymiar.
Byłem w stanie zostawić jakąś swoją pamiątkę w tym mieście. Obecnie nie mieszkam w Olsztynie. Może kiedyś uda mi się do niego wrócić. Mam nadzieję, że ludziom się spodoba, że docenią mural za to, czym jest, a wybaczą mu to, czym nie jest. I się cieszę po prostu”
– podsumowuje.
Z prof. Janem Połowianiukiem oraz Michałem Milewskim rozmawiała Żaneta Kulawczyk.
RADIO UWM FM 