Do lasu można pójść na spacer, pobiegać albo wyprowadzić psa. Można też spróbować na chwilę się zatrzymać i świadomie skupić na tym, co nas otacza. Na tym opierają się kąpiele leśne, którymi od kilku lat zajmuje się Marek Michalski, dziennikarz, przewodnik i członek Polskiego Towarzystwa Kąpieli Leśnych i Terapii Leśnej. Swoje doświadczenia i wiedzę zebrał również w książce „Las na receptę”.

Fot.: Planeta 11/Facebook
Przyroda od dawna była obecna w jego życiu, ale kąpielami leśnymi zainteresował się w momencie, kiedy sam potrzebował sposobu na odzyskanie równowagi po problemach zdrowotnych. Trafił wtedy na szkolenie dla przewodników i środowisko, które dopiero zaczynało rozwijać tę formę kontaktu z naturą w Polsce.
Zupełnie, absolutnie przypadkowo trafiłem na temat kąpieli leśnych, który mnie zafascynował zarówno jako człowieka, który potrzebuje pomocy, jak i też jako dziennikarza. Zdałem sobie sprawę, że w Polsce dzieje się coś, co być może kiedyś będziemy wspominać jako małą rewolucję”
– wspomina Marek Michalski.
Nie przejść przez las, tylko w nim być
Kąpiel leśna, czyli wywodzące się z Japonii shinrin-yoku, nie polega na pokonywaniu kolejnych kilometrów. Tempo jest bardzo wolne – zwykle około jednego lub dwóch kilometrów na godzinę. Najważniejsze jest świadome doświadczanie otoczenia za pomocą różnych zmysłów.
Po prostu w tym lesie mamy być, poczuć, że w nim jesteśmy, a przemieszczanie jest tylko jednym z elementów”
– tłumaczy Michalski.
Podczas takich spotkań przewodnicy proponują uczestnikom tzw. zaproszenia. Może to być słuchanie ptaków, wąchanie leśnej ściółki, dotykanie różnych powierzchni z zamkniętymi oczami czy obserwowanie światła przenikającego przez liście. Nie są to jednak zadania, które trzeba wykonać. Każdy może zdecydować, na czym chce skupić swoją uwagę.
Michalski zwraca również uwagę na badania dotyczące wpływu przebywania w lesie na organizm – m.in. poziomu kortyzolu czy działania wydzielanych przez drzewa fitoncydów. Znaczenie mają też naturalne dźwięki, zapachy oraz wzory występujące w przyrodzie. Nie trzeba jednak uczestniczyć w zorganizowanej kąpieli leśnej, żeby spróbować podobnego sposobu kontaktu z naturą:
Znaleźć sobie drzewo, usiąść pod nim, spokojnie z zamkniętymi oczami posłuchać tego otoczenia. Przyjdzie taki moment, że poczujemy się trochę znudzeni, trochę zniecierpliwieni. Warto mimo wszystko dalej dać sobie chwilę na to słuchanie. Wtedy dzieją się fajne rzeczy”.
„Las na receptę”
Zainteresowanie kąpielami leśnymi szybko połączyło się u Marka Michalskiego z jego pracą dziennikarską. Pierwsze fragmenty przyszłej książki zaczął pisać już po szkoleniu dla przewodników. Później rozmawiał z osobami zajmującymi się terapią lasem i odwiedzał certyfikowane lasy terapeutyczne, lecznicze i rehabilitacyjne. Tak powstał „Las na receptę”. Sam autor przyznaje jednak, że temat wciąż się rozwija, a nowych badań i historii przybywa szybciej, niż był w stanie pomieścić je w jednej publikacji:
Kiedy pracowałem nad tą książką, okazało się, że tego materiału cały czas przybywa. Kilka rozdziałów wyleciało, a zaraz potem przyszły mi do głowy kolejne tematy”.
Jednym z nich jest projekt prowadzony w Indonezji, w którym kontakt z naturą wykorzystywany jest w pracy z osobami doświadczającymi zespołu stresu pourazowego po powodzi. To jeden z tematów, którym Michalski chciałby przyjrzeć się bliżej w swojej dalszej pracy.
Czym kąpiel leśna różni się od zwykłego spaceru? Jak wyglądają spotkania z przewodnikiem i co sprawiło, że las stał się tak ważną częścią życia Marka Michalskiego? Posłuchajcie całej rozmowy Mai Stryjewskiej!
RADIO UWM FM