Dziewięć dni, ponad setka uczestników i ćwierć wieku niezwykłej tradycji. Akademicki Klub Płetwonurków „Skorpena” podsumował swój kolejny obóz w Cerkiewniku nad jeziorem Limajno. O jego niezwykłym klimacie i atrakcjach łączących pokolenia rozmawialiśmy z Igą Piwońską i Markiem Krzynowkiem. Zapraszamy do wysłuchania!

Tegoroczny obóz odbył się w dniach 10 – 19 lipca w Cerkiewniku nad malowniczym jeziorem Limajno. Spotkania w tej formule na łonie natury odbywają się już od 25 lat, gromadząc od 100 do 150 osób – członków klubu, ich rodziny oraz przyjaciół. Każdy dzień miał swój niepowtarzalny charakter. Przed południem uczestnicy zazwyczaj brali udział w rozruchu i gimnastyce, po której tradycyjnie następował aqua aerobik w wodzie. Natomiast wieczory przy ognisku często przeciągały się do późnych godzin. Do tego nie brakowało zawodów sportowych dla najmłodszych, warsztatów, siatkówki, kajaków czy spływu „na byle czym”. Zdecydowanie najważniejszym punktem programu był piątkowy bal przebierańców połączony z koncertem na żywo zespołu Czułe Echo.
Ja na obóz jeżdżę już od dziecka, tak na dobrą sprawę nawet nie wiem od jakiego wieku, ponieważ zaczęłam jeździć razem z moimi rodzicami. Także dla mnie obóz skorpenowy jest nieodłączną częścią wakacji”
– mówiła na naszej antenie Iga Piwońska. Wspomniała również o tegorocznym składzie obozowiczów, co potwierdziło jego wielopokoleniowość:
To jest wielki rozstrzał wiekowy, naprawdę od maluszków, niemowląt, po naprawdę solidnych seniorów. Także wiek w ogóle nie ma znaczenia, tutaj każdy się ze sobą i tak dogaduje, jakby tej różnicy wiekowej nie było”.
Miały miejsce też wieczory tematyczne, np. potańcówka w klimacie reggae z muzyką z płyt winylowych, wieczór irlandzki, prelekcje i pokazy filmowe z podróży – m.in. do Tajlandii czy Indonezji. Oprócz tego organizatorzy co roku kładą duży nacisk na ekologię i poszanowanie otaczającego środowiska. Aby zminimalizować wpływ na przyrodę, uczestnicy używali np. specjalnie przygotowywanych, biodegradowalnych płynów do mycia.
W szczególności ten kontakt z naturą jest istotny. Jest się na otwartym polu, w otoczeniu samych bliskich znajomych, przyjaciół, gdzie niezależnie gdzie się pójdzie, tam można przysiąść na kawkę, porozmawiać, pośmiać się, zagrać w planszówki lub skoczyć na nurka”
– podkreślała uczestniczka obozu. O podsumowanie tych kilku dni zapytaliśmy organizatora Marka Krzynowka:
Naładowaliśmy akumulatory na maksa. Fizycznie jeszcze dochodzimy do siebie, ale jest to niesamowite przewietrzenie naszych mózgów. Można śmiało pracować, działać, uczyć się, bo jesteśmy naładowani masą dobrej energii”.
Co dokładnie działo się na obozie? Posłuchajcie całej rozmowy!
Z Igą Piwońską i Markiem Krzynowkiem spotkał się Paweł Obrycki.
RADIO UWM FM